+ "Nie uwierzysz co się stało. Poczekaj na mnie"
- "Ale co się stało? Znowu ktoś się bił?" <słyszę sapanie w głosie i ogólne poruszenie>
+ "Ewelina! Poczekaj, wyjaśnię wszystko"
No, to poczekałam.
Przyszedł. Uśmiechnięty. Rozpromieniony.
Stoję. Milczę. Słucham.
Jego dalsza sąsiadka - zarazem dobra znajoma, zadzwoniła po pomoc. Zerwał się i pobiegł na ratunek. W potrzebie nie była ona, ale duży, biały pelikan. Biedactwo zaplątało się w żyłce wędkarskiej i nie mogło odlecieć. Sąsiadka zadzwoniła po specjalistyczną pomoc, ale pan nie mógł sobie sam poradzić i potrzebował drobnego wsparcia. Są dowody.
Pelikan uratowany.Wrażenia:
- musiałem uważać żeby mu krzywdy nie zrobić, bo strasznie był delikatny.
- w ogóle się nie wyrywał. Chyba wiedział, że chcemy mu pomóc
- a ten pan to za darmo pomaga zwierzętom. Dzisiaj to był 4 ptak.
- muszę o tym rodzicom opowiedzieć
Nie będąc gorszą opowiastkę przekazuję dalej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz