poniedziałek, 20 stycznia 2014

Historia pewnego Pelikana

- "Kochanie, gdzie jesteś? Stoję przed Twoim domem..."
+ "Nie uwierzysz co się stało. Poczekaj na mnie"
- "Ale co się stało? Znowu ktoś się bił?" <słyszę sapanie w głosie i ogólne poruszenie>
+ "Ewelina! Poczekaj, wyjaśnię wszystko"

No, to poczekałam.

Przyszedł. Uśmiechnięty. Rozpromieniony.

Stoję. Milczę. Słucham.

Jego dalsza sąsiadka - zarazem dobra znajoma, zadzwoniła po pomoc. Zerwał się i pobiegł na ratunek. W potrzebie nie była ona, ale duży, biały pelikan. Biedactwo zaplątało się w żyłce wędkarskiej i nie mogło odlecieć. Sąsiadka zadzwoniła po specjalistyczną pomoc, ale pan nie mógł sobie sam poradzić i potrzebował drobnego wsparcia. Są dowody.

Pelikan uratowany.

Wrażenia:
- musiałem uważać żeby mu krzywdy nie zrobić, bo strasznie był delikatny.
- w ogóle się nie wyrywał. Chyba wiedział, że chcemy mu pomóc
- a ten pan to za darmo pomaga zwierzętom. Dzisiaj to był 4 ptak.
- muszę o tym rodzicom opowiedzieć

Nie będąc gorszą opowiastkę przekazuję dalej :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz